Nikogo nie interesujesz Ty i Twoja firma! 😱
Brutalne? Może. Zastanów się, czy potrafisz wymienić 3 reklamy, które widziałeś wczoraj? Codziennie dociera do nas 2000 przekazów reklamowych, a nie pamiętamy praktycznie żadnego.
Artur Janas, ekspert od marketingu w social media i AI, nie owija w bawełnę. W nowym odcinku podcastu „Złapani w sieć” rozmawiamy o tym:
🎯 Dlaczego 99% firm popełnia te same błędy w social media?
📊 Czym jest zasada 70-20-10 i jak zmienia podejście do treści?
🤖 Jak wykorzystać AI do tworzenia postów, które nie brzmią jak „AI-szrot”?
💡 Czym są tematy: łączniki i hooki – i jak dzięki nim zatrzymać scrollującego odbiorcę?
⚡ Dlaczego pełna automatyzacja publikacji to gwóźdź do trumny Twojej marki?
Najważniejsza rada Artura? Trzy słowa: nie sprzedawaj, edukuj.
Pobierz “Nikogo nie interesujesz Ty i Twoja firma! Jak pisać posty, które klienci chcą czytać?” 98_Nikogo-nie-interesujesz-Ty-i-Twoja-firma_Artur-Janas.pdf – Pobrano 50 razy – 4,30 MBDziałasz w e-biznesie? Pamiętaj o ofercie narzędzi dla e-biznesu (domeny z całego świata, bezpieczny i szybki hosting) od Domeny.tv MSERWIS.
Plan rozmowy z Arturem:
Streszczenie odcinka 98 podcastu „Złapani w sieć”
Dlaczego Twoje posty na Facebooku czy Instagramie nie generują żadnego zaangażowania? Skąd wziąć pomysły na treści, które odbiorcy faktycznie chcą czytać? Jak wykorzystać narzędzia AI do tworzenia postów w social media, nie wpadając w pułapkę automatyzacji? Jak uniknąć efektu „AI-szrotu” i zachować autentyczność marki w erze sztucznej inteligencji?
Na te i wiele innych pytań odpowiedział Artur Janas – ekspert od marketingu w mediach społecznościowych i sztucznej inteligencji – w rozmowie z Marcinem Pieleszkiem w podcaście „Złapani w sieć”. Rozmowa objęła tematy od psychologii sprzedaży, przez budowanie kalendarza treści i zasadę 70-20-10, aż po praktyczne zastosowanie narzędzi AI w generowaniu pomysłów na posty, tworzeniu infografik i analizie skuteczności kampanii w social media.
Dlaczego taki prowokacyjny tytuł? Błędne przekonania firm o social media
Marcin Pieleszek otworzył rozmowę pytaniem o prowokacyjny tytuł odcinka. Artur Janas wyjaśnił, że taki nagłówek sam w sobie stanowi doskonały przykład skutecznej reklamy – przyciąga uwagę, zmusza do zastanowienia i kosztuje niewiele. Jednocześnie oddaje brutalną prawdę o rzeczywistości biznesowej.
Artur zadał słuchaczom dwa pytania. Pierwsze brzmiało: czy gdyby Twoja firma zbankrutowała, ktokolwiek by zapłakał? Odpowiedź jest prosta – konkurencja otworzyłaby szampana, bo na rynku pojawiłoby się więcej klientów do przejęcia. Drugie pytanie dotyczyło reklam – czy potrafisz wymienić trzy reklamy, które widziałeś wczoraj? Każdego dnia dociera do nas około dwóch tysięcy przekazów reklamowych, a mimo to nie zapamiętujemy praktycznie żadnego. Ktoś te reklamy zamówił, zaprodukował i zapłacił za nie – a efekt pozostaje zerowy.
Artur podkreślił, że firmy popełniają fundamentalny błąd, zakładając, że reklama ma bezpośrednio sprzedawać. Tymczasem zadaniem reklamy powinno być przyciąganie uwagi i budowanie rozpoznawalności marki. Jako konsultant radzi klientom wprost: jeśli zamierzacie wydawać pieniądze na bezsensowną reklamę, lepiej rozdajcie je potrzebującym i napiszcie o tym na Facebooku – przyniesie to więcej korzyści niż kolejna ignorowana kreacja reklamowa.
Jak wygląda typowy post firmy na social media i dlaczego nikt go nie lajkuje?
Marcin zapytał, jak wygląda przeciętny post firmowy w mediach społecznościowych i dlaczego nie wzbudza zaangażowania. Artur poprosił słuchaczy o prosty eksperyment: wejdźcie na dowolny profil agencji nieruchomości na Facebooku. Zobaczycie ogłoszenia mieszkań, nieruchomości na sprzedaż – i praktycznie zerowe zaangażowanie pod każdym z nich. Jeśli jakiekolwiek reakcje się pojawiają, w 99% przypadków wynikają z płatnej promocji.
Artur postawił sprawę jasno: media społecznościowe to najgorsza platforma sprzedażowa na świecie. Nikt nie wchodzi na Facebooka, TikToka czy Instagrama po to, żeby coś kupić. Ludzie szukają tam relaksu, rozrywki i odskoczni od codzienności. Ostatnią rzeczą, jakiej pragną, pozostaje reklama.
Jako przykład właściwego podejścia wskazał profile Mercedesa i Red Bulla – nie znajdziecie tam ani jednej reklamy, a pod każdą treścią pojawiają się tysiące interakcji. Przeciwieństwem tych marek pozostają firmy, które traktują swój fanpage jako darmowy słup ogłoszeniowy lub gazetkę z marketu. Takie podejście nie przynosi żadnych rezultatów.
Artur zwrócił uwagę na kluczową kwestię: kupujemy marki, nie produkty. Styl życia współczesnego konsumenta opiera się na konsumpcjonizmie, a wygrywają te firmy, które potrafią zbudować silną markę – nie te, które najgłośniej krzyczą o promocjach.
Gość podcastu poruszył również temat avatara klienta i buyer persony – dwóch pojęć, które wiele firm błędnie traktuje jako synonimy. Avatar klienta odzwierciedla nasze wyobrażenia o idealnym nabywcy, natomiast buyer persona opisuje realnego klienta na podstawie danych. Te dwa obrazy często dramatycznie się od siebie różnią, co prowadzi do błędnego targetowania reklam i marnowania budżetu. Artur przyznał, że gdy pyta firmy, do kogo kierują swój produkt, zbyt często słyszy odpowiedź: „do wszystkich”. Taka postawa gwarantuje przepalanie pieniędzy na reklamę.
Wspomniał też o twardych statystykach polskiego rynku: każdego dnia w Polsce powstaje tysiąc firm, a dziewięćset upada. Wiele z nich nie dożywa pierwszych urodzin właśnie dlatego, że nie rozumie podstaw psychologii sprzedaży i marketingu w mediach społecznościowych.
Artur podkreślił, że marketing to droga pod prąd. Kopiowanie trendów i challenge’y przynoszą korzyść wyłącznie ich twórcom – reszta jedynie napędza im ruch. Firmy, które robią dokładnie to samo co konkurencja, nie zostaną zauważone, ich oferta nie dotrze do klientów, a cały cykl zakończy się bankructwem.
Co tak naprawdę interesuje odbiorców w social media?
Marcin dopytał, co wobec tego interesuje użytkowników mediów społecznościowych i jak przeciętna firma – bez budżetów Mercedesa czy Red Bulla – może tworzyć angażujące treści.
Artur przywołał przykład Tesli, która ćwierć wieku temu zaczynała jako mały warsztat w garażu. Dziś należy do najwyżej wycenianych marek motoryzacyjnych świata – a mimo to trudno przypomnieć sobie jakąkolwiek jej reklamę. Podobnie Ferrari czy Lamborghini nie prowadzą kampanii reklamowych, a każdy chce mieć ich produkty.
Gość podcastu sformułował kluczową zasadę: dzisiejszy marketing powinien funkcjonować bez marketingu, a sprzedaż – bez sprzedaży. Ludzie nie chcą kolejnych promocji i wyprzedaży. Chcą marzeń, aspiracji i wartościowej wiedzy. Dlatego firmy powinny stawiać na edukację, pasję i autentyczność. Artur zachęcił słuchaczy, żeby przypomnieli sobie, dlaczego otworzyli swoją firmę, jaką pasją się kierowali – i tę energię przenieśli do komunikacji marketingowej.
Jednocześnie ostrzegł przed pełną automatyzacją tego procesu z użyciem sztucznej inteligencji. Automatyzacja publikacji i generowania treści AI bez kontroli prowadzi do efektu odwrotnego od zamierzonego – treści wyglądają sztucznie i zniechęcają odbiorców.
Jak zbudować kalendarz tematyczny, który nie jest listą autopromocji?
Marcin poruszył temat planowania treści i zapytał, jak zbudować kalendarz postów, który nie zamieni się w listę promocji.
Artur zwrócił uwagę na ważny paradoks: kalendarz treści warto przygotować, ale nie należy go ślepo wdrażać. Większość firm działa mechanicznie – tworzy kalendarz na pół roku i konsekwentnie go realizuje, nie sprawdzając, czy treści faktycznie działają.
Zaproponował inne podejście: wybierz trzy najlepsze treści, opublikuj je w pierwszym tygodniu, a następnie promuj każdą za niewielką kwotę – pięć, sześć złotych. Nie chodzi o milionowe zasięgi, lecz o sprawdzenie, czy dany typ treści wzbudza zaangażowanie. Jeśli nie – zmień kierunek i powtórz eksperyment. Jeśli któryś pomysł „chwyci”, rozwijaj go dalej w kolejnych wariacjach.
Artur zaznaczył, że sztuczna inteligencja wykonuje zadania w sposób podręcznikowy, a teoria marketingowa często odbiega od praktyki. Dlatego nie warto planować treści wyłącznie na podstawie tego, co zasugeruje AI – kluczowe pozostaje doświadczenie i testowanie w realu.
Dla firm, w których social media stanowią jedynie dodatek do głównej działalności, Artur zalecił poświęcanie na nie 10–15 minut dziennie. Resztę czasu warto skupić na tym, co firma robi najlepiej.
Zasada 70-20-10: optymalny stosunek treści sprzedażowych do angażujących
Marcin zapytał o właściwy balans między treściami sprzedażowymi a angażującymi. Artur przedstawił złotą regułę 70-20-10:
- 70% treści edukacyjnych – poradniki, wskazówki, wiedza branżowa
- 20% treści informacyjnych – newsy, aktualności, kulisy działalności
- 10% treści komercyjnych – oferty, promocje, produkty
Powołał się na coroczny raport Digital Poland, z którego wynika, że ponad 40% Polaków czerpie wiedzę z mediów społecznościowych. Ta statystyka potwierdza, dlaczego treści edukacyjne powinny dominować w komunikacji firmowej.
Artur zauważył, że w przypadku największych marek światowych proporcja treści komercyjnych spada nawet do 1%. Ludzie wchodzą na profile aspiracyjnych marek nie po to, żeby kupować – chcą tam pomarzyć. Nadmiar komercji burzy ten wizerunek jak domek z kart.
Gość podkreślił, że w pierwszej kolejności firmy powinny budować rozpoznawalność marki. Media społecznościowe stanowią do tego najtańsze i najskuteczniejsze narzędzie. Gdy marka staje się rozpoznawalna, sprzedaż przychodzi naturalnie.
Jak znaleźć tematy, które rezonują z grupą docelową?
Marcin chciał wiedzieć, jak odnaleźć tematy, które faktycznie zainteresują potencjalnych klientów. Artur wskazał dwa praktyczne sposoby i wyjaśnił, gdzie narzędzia AI mogą realnie pomóc.
Pierwszy sposób polega na testowaniu – publikujesz różne treści, promujesz je niewielkimi kwotami i obserwujesz, co generuje zaangażowanie. Jeśli jakiś pomysł zadziała, rozwijasz go w kolejnych wariacjach. W ten sposób budujesz zaufanie odbiorców i zachęcasz ich do obserwowania profilu. Sztuczna inteligencja wspiera ten proces, analizując najbardziej skuteczne kampanie z całego świata i rozkładając je na czynniki pierwsze. AI potrafi dopasować sprawdzone mechanizmy do lokalnego kontekstu – z uwzględnieniem stereotypów i schematów zachowawczych charakterystycznych dla polskiego rynku. To właśnie umiejętność rozumienia stereotypów kulturowych Artur wskazał jako jedną z największych zalet sztucznej inteligencji w marketingu.
Artur porównał ten proces do kanałów kulinarnych w social media. Twórca nie odkrywa nic nowego – po prostu pokazuje przepisy z pasją. Nie sprzedaje bezpośrednio, ale sprawia, że dzień odbiorcy staje się lepszy. Gdy zgromadzi już wierne grono fanów, może naturalnie wspomnieć o produkcie – i ludzie sami go kupią, bo ufają autorowi.
Ten mechanizm Artur nazwał „sprzedażą bez sprzedaży” i „marketingiem bez marketingu”. Proces zakupowy odbywa się na poziomie emocji i podświadomości. Klienci wybierają markę, której ufają – a zaufanie buduje się poprzez regularne dostarczanie wartościowych treści, nie poprzez nachalne oferty.
Tematy łączniki, hooki i ślepota banerowa – jak przyciągnąć uwagę?
Marcin dopytał o mechanizmy przyciągania uwagi w gąszczu treści w mediach społecznościowych. Artur wyjaśnił zjawisko ślepoty banerowej – przeciętny użytkownik poświęca reklamie zaledwie półtorej sekundy. To samo dotyczy mediów społecznościowych: zdjęcie albo zaciekawi w dwie sekundy, albo zostanie przewinięte.
Dlatego Artur zalecił odwrócenie szkolnej struktury tekstu. W szkole uczono pisać wstęp, rozwinięcie i zakończenie – w internecie trzeba zacząć od końca. Nagłówek powinien działać jak oferta oferty: w trzech do pięciu słowach zachęcić do dalszego czytania. Grafika lub wideo odpowiada za 70% skuteczności postu, nagłówek za 20%, a pełny tekst przeczyta zaledwie co dziesiąta zainteresowana osoba.
Jako praktyczną wskazówkę Artur polecił przeglądanie anglojęzycznych treści na TikToku w danej niszy. Treści, które osiągają miliony zaangażowań w Stanach czy Kanadzie, warto adaptować do polskiego rynku – nie kopiować jeden do jednego, lecz dostosować do lokalnych stereotypów i zachowań konsumentów.
Drugim sposobem, w którym sztuczna inteligencja naprawdę pomaga, pozostają infografiki. Pokazują one proces w przystępnej formie, wymuszają na użytkowniku zatrzymanie się na kilkanaście sekund – a algorytmy platform odnotowują to jako zainteresowanie treścią i zwiększają zasięg organiczny.
Jakie formaty postów generują zaangażowanie na Facebooku i Instagramie?
Marcin zapytał o konkretne formaty treści, które działają najlepiej. Artur obalił popularny mit, że wideo zawsze wygrywa. Owszem, ruchome obrazy przyciągają uwagę na dłużej, ale skoro wszyscy poszli w rolki i shorty, przewaga tego formatu maleje.
Infografiki – zdaniem Artura – stanowią aktualnie skuteczny format, choć i one z czasem się przejedzą, bo tak działają trendy: pojawiają się, zyskują popularność i znikają w cyklu sinusoidalnym.
Kluczowa rada brzmiała: testuj, co działa w Twojej konkretnej niszy. Dla jednych odbiorców sprawdzi się filmik z podkładem muzycznym, dla innych profesjonalnie nagrane wideo z dobrym oświetleniem i dźwiękiem, a jeszcze inni – na przykład ludzie pracujący, którzy nie mogą oglądać filmów – wolą infografiki lub zdjęcia. Nie istnieje uniwersalny format – liczy się dopasowanie do grupy docelowej.
Jak konstruować posty wywołujące dyskusję i komentarze?
Marcin chciał poznać receptę na angażujące posty. Artur przyznał, że uniwersalnej reguły nie ma – a gdyby istniała, wszyscy szybko by ją poznali i straciłaby znaczenie. Istnieją jednak sprawdzone techniki budowania zaangażowania. Najprostsza polega na zadawaniu pytań z wyborem – na przykład „wolisz pizzę czy makaron?”. Ludzie chętnie dzielą się swoimi preferencjami, a pod postem rozwija się dyskusja, która napędza zasięgi algorytmicznie.
Artur podkreślił ważną zasadę psychologiczną: ludzie są z natury przekorni. Zakazany owoc smakuje najlepiej – trudno dostępne rzeczy pragniemy bardziej. Jednocześnie użytkownicy mediów społecznościowych chętnie angażują się, gdy ktoś ich o coś poprosi. Obie te tendencje warto wykorzystywać w strategii treści – z umiarem, żeby odbiorcy nie poczuli się wykorzystani i nie odwrócili się od marki.
Kluczowa myśl tej części rozmowy brzmiała: angażuj, ale nie namawiaj do zakupu. Proces sprzedaży odbywa się w podświadomości i ma charakter emocjonalny, nie logiczny. Marka musi wzbudzać pozytywne skojarzenia, a ludzie sami staną się klientami, gdy dojrzeją do decyzji zakupowej.
Jak wykorzystać AI do generowania pomysłów na posty bez efektu „AI-szrotu”?
Marcin poruszył kluczowy temat odcinka – jak korzystać ze sztucznej inteligencji w tworzeniu treści, żeby wynik nie wyglądał na masowo wygenerowany przez maszynę.
Artur rozróżnił dwie kwestie. Pierwsza dotyczy jego osobistego procesu – jako doświadczony marketer zbudował sobie narzędzia AI, które pomagają mu walczyć z rutyną i przechodzić przez kolejne etapy tworzenia treści. Doświadczenie gra pierwsze skrzypce, ale AI wspiera kreatywność.
Druga kwestia dotyczy wizualnej strony postów. Artur zauważył, że hiperrealistyczne grafiki generowane przez AI już się przejadły. Skoro każdy potrafi dziś stworzyć realistyczne zdjęcie za pomocą narzędzi takich jak ChatGPT, Gemini, Grok czy inne generatory obrazów AI, ludzie przestali się nimi interesować.
Porównał tę sytuację do wynalezienia aparatu fotograficznego – gdy portrety stały się powszechnie dostępne, malarze wreszcie mogli uwolnić wyobraźnię, co zaowocowało nowymi kierunkami w sztuce. Analogicznie dzisiaj warto iść w stronę abstrakcji, awatarów i niestandardowych wizualizacji. Artur wymienił narzędzia AI takie jak Act 2 w Runway, VIO 3.1 czy Sora 2, które pozwalają tworzyć oryginalne animacje i awatary marki.
Podał przykład pszczelarza sprzedającego miód: zamiast nagrywać kolejny standardowy filmik, można stworzyć animowaną pszczółkę, która wlatuje do ula i pokazuje proces powstawania miodu. Taka treść przyciągnie uwagę, a ludzie zapamiętają markę.
Jednocześnie ostrzegł przed tworzeniem hiperrealistycznych wirtualnych ambasadorów marki. Programy typu Afogato pozwalają wygenerować spójną wirtualną postać, ale jeśli okaże się, że za popularnym profilem stoi sztuczna inteligencja, odbiorcy szybko stracą zainteresowanie. Autentyczność pozostaje kluczowa.
Artur porównał automatyzację do telefonów od botów sprzedających fotowoltaikę. Każdy je dostaje, nikt nie reaguje entuzjastycznie – wręcz przeciwnie, takie telefony zniechęcają do granic absurdu. Automatyzacja treści w social media działa identycznie: pozorne oszczędności na początku przynoszą duże koszty na dalszym etapie. Bot nie reaguje na zmiany w otoczeniu, nie wychwytuje kontekstu i nie potrafi dostosować komunikatu do aktualnej sytuacji. Dlatego Artur jednoznacznie zalecił: nie automatyzuj tworzenia treści, nie automatyzuj publikacji – kontroluj i testuj każdy element.
Jak sprawdzić, czy treść wygenerowana przez AI zadziała przed publikacją?
Marcin zapytał, czy istnieją sposoby na ocenę treści jeszcze przed ich opublikowaniem. Artur wskazał dwa podejścia.
Pierwsze opiera się na intuicji – oceniasz, czy treść Ci się podoba, czy nie. Na początku drogi to wystarczający filtr.
Drugie podejście wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizy statystycznej. Prosisz AI o wyszukanie podobnych treści i porównanie ich wskaźników zaangażowania. Na tej podstawie możesz oszacować, który wariant ma większe szanse na sukces.
Artur zastrzegł jednak, żeby nie opierać się wyłącznie na danych liczbowych. Przywołał filozofię Richarda Bransona – swojego biznesowego idola – który zamiast wpatrywać się w wykresy, przyglądał się otoczeniu biznesowemu i szybko testował różne podejścia. Branson stosował zasadę „always be connecting dots”, czyli nieustannego łączenia pozornie niepowiązanych elementów. W przełożeniu na media społecznościowe ta filozofia stanowi niemal przepis na sukces. Jeśli coś działało, Branson wchodził głębiej. Jeśli nie – rezygnował bez zbędnych analiz i ograniczał koszty.
Artur porównał to do testowej sprzedaży na Allegro: zamiast zakładać, że czarne bikini będą hitem sezonu, kup dziesięć sztuk i sprawdź, czy się sprzedadzą. Jeśli lepiej schodzą białe u konkurencji – wyciągnij wnioski i zmień kierunek. Taka elastyczność i gotowość do szybkich eksperymentów odróżnia firmy, które przetrwają, od tych, które zamkną się w ciągu pierwszego roku.
Podsumowaniem tego wątku było hasło: testuj, testuj, testuj. Różne opcje wybieraj i pozwól swoim potencjalnym klientom ocenić, co działa najlepiej.
Najczęstsze błędy firm w social media i rola AI w ich identyfikacji
Na zakończenie rozmowy Marcin zapytał o najczęstsze błędy firm w mediach społecznościowych i o to, czy sztuczna inteligencja pomaga je identyfikować.
Artur przyznał, że AI ma ograniczone możliwości w wykrywaniu błędów – dostęp do szczegółowych danych z platform pozostaje blokowany. Natomiast podstawowy błąd firm zdiagnozował jasno: skupiają się na komercji i produkcie. Traktują swój fanpage jako darmowy słup ogłoszeniowy lub gazetkę z marketu – pełną informacji o nowych kolekcjach, produktach i wyprzedażach.
Taki profil nikt nie chce obserwować. Ludzie nie pragną do końca życia przeglądać katalogu promocji jednej firmy. W ten sposób Artur zamknął klamrę rozmowy, wracając do tytułowego stwierdzenia: nikogo nie interesuje Twoja firma, jeśli jedyne, co oferujesz, to reklama.
Najważniejsza rada na koniec: nie sprzedawaj, edukuj
Marcin poprosił o podsumowanie całej rozmowy w jednym zdaniu. Artur odpowiedział krótko: nie sprzedawaj, edukuj. Im mniej treści sprzedażowych pojawia się na profilu, tym większa szansa na sukces.
Zachęcił słuchaczy do przeanalizowania profili największych marek świata i zadania sobie pytania: kiedy ostatnio widziałeś ich reklamę? Te marki nie tylko dominują na rynku – wciąż się rozrastają. Robią to nie dzięki agresywnej reklamie, lecz dzięki konsekwentnemu budowaniu wartości i relacji z odbiorcami.
Kluczowe wnioski z odcinka
Artur Janas w rozmowie z Marcinem Pieleszkiem w podcaście „Złapani w sieć” przedstawił kompletny obraz tego, jak firmy powinny podchodzić do komunikacji w mediach społecznościowych. Oto najważniejsze punkty:
Reklama, która nie przyciąga uwagi, oznacza zmarnowany budżet – lepiej inwestować w treści edukacyjne i angażujące. Zasada 70-20-10 wyznacza optymalny podział: 70% treści edukacyjnych, 20% informacyjnych i zaledwie 10% komercyjnych. Kalendarz treści warto traktować jako hipotezę do testowania, nie jako sztywny plan do realizacji. Testowanie postów za niewielkie kwoty (5–10 zł) pozwala szybko zidentyfikować, co działa w danej niszy.
Narzędzia AI pomagają generować pomysły na posty, tworzyć infografiki, analizować skuteczne kampanie i porównywać warianty treści – ale nie powinny zastępować ludzkiej kontroli i kreatywności. Pełna automatyzacja tworzenia i publikacji treści prowadzi do utraty autentyczności i zniechęca odbiorców. Hiperrealistyczne grafiki AI przejadły się użytkownikom – warto eksperymentować z abstrakcją, awatarami i niestandardowymi formatami, korzystając z narzędzi takich jak Runway, VIO, Sora czy generatory grafik w ChatGPT i Gemini.
Budowanie marki poprzez wartościowe treści stanowi najtańszą i najskuteczniejszą strategię długoterminową. Sprzedaż w mediach społecznościowych odbywa się na poziomie emocji – klienci kupują od marek, którym ufają. A zaufanie buduje się poprzez edukację, pasję i autentyczność, nie poprzez kolejne posty z promocjami.
Marcin Pieleszek i Artur Janas udowodnili w tej rozmowie, że skuteczny marketing w social media w 2026 roku wymaga zmiany podejścia. Zamiast traktować media społecznościowe jako platformę sprzedażową, firmy powinny postrzegać je jako narzędzie do budowania relacji i autorytetu. Sztuczna inteligencja wspiera ten proces – pomaga generować pomysły, analizować dane i tworzyć wizualizacje – ale decyzja o kierunku komunikacji i kontrola jakości muszą pozostać w rękach człowieka.
Jak podsumował Artur Janas: nie sprzedawaj, edukuj. Te trzy słowa stanowią esencję całego odcinka i fundament skutecznej strategii w mediach społecznościowych z wykorzystaniem AI.


